Archive for Maj, 2013

Choroba genetyczna a choroba zakaźna

Ludzie są z natury strachliwi. Boją się pająków, węży i wielu innych rzeczy, których po prostu nie rozumieją. To samo dzieje się w przypadku spotkania osób chorych, szczególnie bardzo cierpiących, bądź wizualnie naznaczonych piętnem schorzenia. Rzadko zdarza się nam orientować o sposobach możliwego zakażenia lub w ogóle w tym, czy takie zarażenie się jest możliwe. Aby choć trochę rozjaśnić problem, powinniśmy zapoznać się z rozróżnieniem chorób na genetyczne i zakaźne. Istnieje oczywiście wiele kategorii chorobowych i sposobów ich wyróżnienia, między innymi ze względu na czynnik etiologiczny (np. choroby bakteryjne lub wirusowe) czy w zależności od dotkniętego elementu ludzkiego organizmu (np. choroby neurologiczne albo układu oddechowego). Choroby genetyczne należą do schorzeń nieuleczalnych i odziedziczonych. Ich leczenie odbywa się jedynie objawowo, eliminacja źródła chorobotwórczego nie jest możliwa. Bardzo często zresztą owe źródło nie jest jeszcze określone, a sama choroba okazuje się niezwykle rzadką. Ze względu na fakt, iż powstają one w trakcie rozwoju płodowego (ujawniać mogą się później) nie ma możliwości przekazania ich dalej. Przykładem takiej choroby jest łuszczyca. Choroby zakaźne z kolei, są chorobami nabytymi, wywołanymi przez drobnoustroje, wirusy, bakterie, pasożyty. Te mogą zostać przekazane przez dotyk, krew lub inne płyny, drogą kropelkową.

Wirusowe zapalenie wątroby typu C

Istnieje wiele typów wirusowych zapaleń wątroby, jednym z rodzajów jest zapalenie typu C inaczej zwane HCV. Na dzień dzisiejszy na świecie nie ma szczepionki, istnieją metody leczenia interferonami, lecz nie zawsze dają one pozytywne efekty. HCV jest chorobą podstępną, często przebiegającą bez szczególnych objawów. W Polsce, co roku na tę chorobę zapada około pięć tysięcy osób, ale ze względu na to, iż często zakażenie jest bezobjawowe dane nie odzwierciedlają skali problemu. Do zakażenie dochodzi poprzez krew i preparaty krwiopochodne. Wysokie ryzyko z każenie posiadają pacjenci dializowani, chorzy na hemofilię, narkomani, rodziny nosicieli, pracownicy służby zdrowia. Okres wylęgania od momentu zakażenia wynosi około dwanaście tygodni i z tego nawet dziewięćdziesiąt procent przechodzi bezobjawowo. Nosiciel często nie wie, że jest chory i że może być potencjalnym źródłem zakażenia. Choroba trwająca od dwudziestu do trzydziestu lat doprowadza do marskości wątroby, raka wątroby aż w końcu do śmierci. Należy powiedzieć, że również częstą przyczyną zakażenia wirusowym zapaleniem wątroby typu C są także kontakty seksualne, również heteroseksualne, stanowiące do kilkunastu procent. Natomiast u homoseksualistów odsetek zakażeń jest znacznie większy, bo aż dwadzieścia pięć procent. U nosicieli zaleca się stosowanie prezerwatyw w kontaktach seksualnych.

Anoreksja a bulimia

Chociaż świadomość społeczna w zakresie chorób psychicznych rośnie, to wciąż niektórzy nie potrafią rozróżnić zasadniczo odmiennych chorób, jak anoreksja i bulimia. Faktem jest, że bulimia może towarzyszyć anoreksji, nie oznacza to jednak, że jest jej synonimem. Inną nazwą dla anoreksji jest jadłowstręt. Chora bądź chory odmawia spożywania posiłków, co argumentuje w wieloraki sposób. Najczęstszymi przyczynami anoreksji są: strach przed zwiększeniem masy ciała, który miałby (według chorego) skutkować społecznym wykluczeniem; teoria wewnętrznej czystości; przesadny perfekcjonizm i dążenie do ideału, który nie istnieje i nie ma prawa istnieć; niektórzy chorzy wspominają także o anoreksji w kontekście kary, której finałem ma być śmierć w agonii. Z badań wynika, że jadłowstręt częściej dotyka biseksualistów i homoseksualistów, co związane jest zapewne ze społeczna presją związaną z ich preferencjami seksualnymi. Inne badania wykazują, że anoreksja może być dziedziczna. Bulimia z kolei może wiązać się z rezygnacją z jedzenie, ale nie musi – wręcz przeciwnie bardzo często wiąże się z obżarstwem. Chory spożywa posiłek, po czym stara się go zwrócić. Bulimia objawia się właśnie wymiotami, stosowaniem lewatyw, częstym i nadmiernym spożywaniem środków przeczyszczających, a także wykonywaniem ćwiczeń fizycznych wbrew ograniczeniom organizmu.

Czym jest efekt placebo?

Kiedy słyszymy „efekt placebo” wydaje się nam, że wiemy już wszystko. W naszej wyobraźni pojawia się witamina C, zastępująca leki na poważne schorzenia. W dodatku leki, które objęte są tajemnicą bądź znajdują się dopiero w fazie testowej i pomagają na sto procent. To piękny filmowy obraz, nie tak znowu odległy od prawdy, ale jednak skrzywiony. Placebo z łaciny oznacza „będę się podobał”. Termin ten dotyczy nie tylko leków, czy substancji, ale również zabiegów. Farmaceutyki te oraz działania pozbawione są rzeczywistego wpływu na nasz organizm, a na pewno wpływu negatywnego i są rodzajem terapii. Główną zasadą w przypadku stosowania terapii placebo jest nieświadomość pacjenta, w przypadku, gdy ten orientuje się w prowadzonej terapii, ta nie ma już racji bytu. Dodatkowo, by chorego utwierdzić w przekonaniu o prawdziwości działań, podaje się mu rzekome lekarstwa w każdy możliwy sposób podobne do oryginału. Mają ten sam wygląd, tak samo pachną, a nawet tak samo smakują. W żaden sposób, bez informacji z zewnątrz, pacjent nie ma możliwości by domyślić się o fałszywości farmaceutyków. Dlaczego w ogóle stosuje się placebo? Po pierwsze, w niektórych przypadkach przyjęcie właściwego leku mogłoby negatywnie wpłynąć na stan pacjenta, a placebo poprawia, chociaż jego kondycję psychiczną. Po drugie, używa się placebo podczas badań nowych leków.

Jak uchronić się przed chorobami wenerycznymi?

Zaraz po zaparciach, wzdęciach, grzybicy, wymiotach, nieprzyjemnym zapachu i hemoroidach, najbardziej wstydzimy się chorób wenerycznych. Zazwyczaj staramy się leczyć je domowymi sposobami, partnerów (nawet przelotnych) nie uprzedzamy, a do lekarza udajemy w ostateczności, kiedy ból, smród bądź swędzenie nie daje nam już spokoju, a przygodni znajomi uciekają z twarzami wykrzywionymi wstrętem. Skoro już tak bardzo wstydzimy się reakcji świata na naszą infekcję, powinniśmy wiedzieć jak się przed nią chronić. Po pierwsze – choroby weneryczne nie przenoszą się tylko i wyłącznie poprzez stosunek seksualny. Drogą zakażenia mogą być także brudne ręce czy zły stan toalet, dlatego nigdy nie należy siadać na desce sedesowej, jeżeli nie znajduje się ona w naszym mieszkaniu (chociaż i to może ostatecznie nas nie ochronić, gdy ktoś z domowników jest już chory). Po drugie to, choć może się wydawać, że przygodny seks to wyłącznie przyjemność bez zobowiązań, nie ma nic bardziej mylnego. Fakt, w stały związek z drugą osobą się nie wplączesz, za tą z jej chorobą weneryczną – już prędzej. Skoro sami nie mówimy o swoich przypadłościach, to jak możemy oczekiwać tego od innych? Częste zmiany partnerek bądź partnerów, oznaczają zwiększone ryzyko zachorowania, szczególnie jeżeli antykoncepcją są stosowane przez kobietę tabletki z hormonami.

Historia pierwszych antybiotyków

Współcześnie nie wyobrażamy sobie życia bez wielu rzeczy. Z pewnością bez elektryczności czy bieżącej wody. Niektórzy, zapewne bez telefonu lub bez komputera. Tym jednak, co zmieniłoby nasze życie w największym stopniu, jest brak antybiotyków. A skąd w ogóle wzięły się antybiotyki? Pierwszy z nich, czyli penicylinę, odkrył Alexander Fleming w 1928 roku. Odkrycie to w dużej mierze było dziełem przypadku – naukowiec spostrzegł jedynie, że jedna z pleśni (penicylina właśnie) hamuje rozwój bakterii. Wynalezienie penicyliny zaowocowało poszukiwaniem kolejny lekarstw. Wkrótce, więc zaczęły pojawiać się farmaceutyki tego typu pochodzenia naturalnego, syntetyczne w połowie oraz zupełnie syntetyczne. Ten nagły rozwój medycyny pozwolił na uratowanie milionów osób, które do tej pory skazane były na śmierć nierzadko już wtedy, gdy infekcja dopiero zaczynała się rozwijać. Sama nazwa antybiotyków wywodzi się od połączenia dwóch słów łacińskiego pochodzenia – „anti” oznaczającego „przeciw”, oraz „bios” oznaczającego „życie”. Faktem jest, że właśnie w ten sposób działają owe farmaceutyki – zabijają drobnoustroje chorobotwórcze. Tak im się przynajmniej wydaje, bo w rzeczywistości istnieje cały szereg dobrych bakterii, tworzących tak zwaną, florę bakteryjną. Jeżeli, więc przyjmujemy je zbyt długo, powinniśmy zaopatrzyć się w preparaty osłonowe.

Angina a mononukleoza

Aby uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji w postaci powikłań pochorobowych, należy zastosować właściwe leczenie. Nie zawsze jednak jest to takie proste. Znamy ogólną zasadę, dotyczącą chorób o podłożu bakteryjnym i wirusowym – w przypadku pierwszych antybiotykoterapia, w przypadku drugich leczenie objawowe. Niekiedy jednak trudno dojść do tego, z jaką chorobą mamy do czynienia. Problem ten pojawia się na przykład w przypadku anginy bakteryjnej i mononukleozy. Jeżeli przeoczymy początkowe objawy, to w zaawansowanym stadium obie choroby są do siebie bardzo podobne i uwydatniają się poprzez nalot na migdałkach. Antybiotykoterapia w przypadku mononukleozy nie tylko będzie nieskuteczna, ale także osłabi i tak już trawiony poważną choroba organizm. Jak więc rozpoznać mononukleozę, tak by nie pomylić jej z anginą? Pierwszą fazą przy chorobie pocałunków, bo tak brzmi inna nazwa mononukleozy, jest uczucie ogólnego rozbicia, problemy z koncentracją, bóle mięśni i stawów, a szczególnie kręgosłupa; apatia, niechęć do spożywania posiłków, senność wynikająca z wrażenia przemęczenia. Następnie w czasie od dwóch dni do miesiąca utrzymuje się temperatura w granicach od stanu podgorączkowego do około trzydziestu dziewięciu stopni. Dopiero po tym czasie następuje powiększenie węzłów chłonnych (typowe dla chorób wirusowych) i pojawienie się białego nalotu w formie ślimaka na migdałkach.

Angina o podłożu bakteryjnym i wirusowym

Angina, zwana inaczej zapaleniem gardła, to bardzo często występująca forma chorobowa. Podłożem infekcji mogą być w tym wypadku zarówno bakterie, jak i wirusy, rzadziej spotykane jest grzybicze zapalenie gardła. W przypadku zakażenia wirusowego pozostaje jedynie leczenie objawowe, a więc ssanie pastylek, płukanki i stosowanie leków przeciwbólowych. Angina o podłożu bakteryjnym jest choroba bardziej skomplikowaną. Najczęściej wywołują ją paciorkowce. Jest silnie zakaźna, szczególnie ze względu na drogę przenoszenia. Do zakażeń dochodzi drogą kropelkową, a więc poprzez kichanie, kaszel, używanie wspólnych naczyń i sztućców czy pocałunki. Objawy anginy bakteryjnej nie dotyczą tylko i wyłącznie gardła. Do objawów zaliczyć można także: zwykle bardzo wysoką gorączkę, wymioty u dzieci poniżej ósmego roku życia, uczucie rozbicia, dolegliwości ze strony układu kostnego oraz stawów. W późniejszej fazie rozwoju choroby, pojawia się biały lub jasnożółty nalot na migdałkach, złożony ze śluzu oraz ropy. Nieleczona angina może prowadzić do powstania ropnia około migdałkowego – jest to najczęstsze jej powikłanie. Bakteryjne zapalenie gardła, jak inne choroby o takim czynniku etiologicznym, leczy się za pomocą odpowiednich antybiotyków. Zaleca się także przebywanie na zewnątrz, przynajmniej godzinę dziennie.

Jak wygląda zabieg bronchoskopii?

Szpitale czy przychodnie oferują wiele różnych badań w zależności od potrzeb. Nazwy niektórych z nich brzmią jednak jak magiczne zaklęcie albo seria dźwięków w obcym języku. Jednym z takich badań jest bronchoskopia. Stosowana jest ona oczywiście w celu ustanowienia diagnozy choroby, a dokładnie diagnozy zakażenia, infekcji bądź zmian nowotworowych w obrębie płuc. Jak takie badanie jest wykonywane? Poprzez nos lub usta wprowadza się do organizmu człowieka jeden z dwóch możliwych bronchoskopów. Sztywny, którego materiałem budulcowym są metalowe rury. Posiada on także dodatkowy sprzęt optyczny. Druga opcja to bronchoskop giętki, którego materiałem do wykonania jest włókno szklane. Bronchoskop spełnia, oczywiście, rolę diagnostyczną, ale w niektórych przypadkach może być również wykorzystany w celach zabiegowych, na przykład, by usunąć ulokowane w płucach ciało obce bądź, by odessać zalegającą w nich wydzielinę, której pacjent nie mógłby samodzielnie odkrztusić. Bronchoskopia stosowana jest tylko w przypadku braku, któregoś z niżej wymienionych przeciwwskazań: silna niewydolność układu oddechowego bądź krwionośnego, arytmia, nasilone objawy anemiczne lub też problemy z krzepliwością krwi. Jeżeli chodzi o znieczulenie, to stosuje się jedynie znieczulenie miejscowe, a nie ogólne. Pacjent jest, więc cały czas przytomny.

Migdałki – zbędne czy niezbędne?

Zwykło się mówić, że migdałki podniebienne są raczej utrudnieniem życia, niż jego ułatwieniem. Niektórzy z ich powodu chrapią, inni wciąż uskarżają się na ból i powracające anginy. Tylko skoro są one nam tak bardzo niepotrzebne to, dlaczego do tej pory nie pozbyliśmy się ich na drodze ewolucyjnej? W rzeczywistości migdałki pełnią w ludzkim organizmie bardzo ważną rolę. Chociaż zapalenia gardła do najprzyjemniejszych nie należą, to świadczą o tym, że migdałki swoją rolę spełniają. Migdałki, bowiem stanowią pierwszą barierę w przypadku ataku patogenów. Działają trochę jak filtr. Bezwzględnie potrzebne są z pewnością do trzeciego roku życia, czy w okresie kształtowania się układu odporności immunologicznej. Rodziców niepokoi czasem ich wielkość, jest to jednak normalne. W okresie dziecięcym migdałki, z racji pełnionej roli, są większe niż u osób dorosłych. Jak można się domyślić, ich wielkość redukuje się wraz z kolejnymi etapami rozwoju. Gdy osiąga się dojrzałość fizyczną, migdałki zdają się nie mieć już ważniejszych funkcji. Owszem, wciąż pozostaje bycie na pierwszej linii frontu w walce z drobnoustrojami, ale poza tym nie odkryto żadnych poważniejszych ich właściwości. Nie oznacza to jednak, że ich usuwanie jest zalecane (chyba, że w przypadku poważnej choroby). Można powiedzieć, że jest tak samo pozbawione sensu, jak ich obecność.